piątek, 15 lutego 2013

Nagrania czelabińskich meteorytów

Położony w głębi Rosji Czelabińsk, znów znalazł się na ustach internautów. Tym razem jednak, nie za sprawą osobliwych gryzoni, a z powodu niespodziewanego bombardowania z kosmosu.

Do traumatycznego wydarzenia doszło o 4.22 polskiego czasu - skalne odłamki pochodzenia pozaziemskiego spadły w okolicach Uralu. Konkretniejszych informacji, które uznałbym za wiarygodne, na razie nie spotkałem. Szczególnie interesujące wydaje się pytanie o źródło owych kamieni - niektórzy piszą o wcześniejszej eksplozji większego ciała, którego pozostałości miałyby narobić tego bałaganu.

Świeżymi filmikami prosto z miejsca zdarzenia, podzielili się z nami rosyjscy youtuberzy. Warto obejrzeć, choć mam nadzieję, że nie będzie mi nigdy dane oglądać takiego zjawiska z bliska.

Ten prawdopodobnie nie spowodował szkód, poza wybitymi szybami.

Błysk i bum. Uderzył w ziemię czy eksplodował?

Autor twierdzi, że doszło do serii kilku pomniejszych eksplozji.

Warto zobaczyć - fala uderzeniowa wywaliła szyby i włączyła alarmy samochodów.

Ładne ujęcie.

A tu coś z miejskiej kamery, która zarejestrowała silny błysk.



niedziela, 10 lutego 2013

aPytanie #6: Jaki jest nasz kosmiczny adres?

Bardzo specjalny odcinek aPytań. Wyjątkowo zrezygnowałem z dotychczasowej formy, dokonując małego odświeżenia.


Mam nadzieję, że nie czujecie się urażeni banalną, wręcz dziecinną treścią. Wiem, że prawdopodobnie dla każdego z was zaserwowane informacje są standardowe i oczywiste, ale ten odcinek jest raczej obliczony na test świeżego designu i wypróbowanie możliwości technicznych video edytora, bez silenia się na jakieś ambitniejsze przemyślenia.

piątek, 8 lutego 2013

Science Zap #2

Pora na drugi odcinek kompilacji youtubowych migawek ze świata nauki i techniki. Idąc za waszymi radami, dodałem pasek z nazwą wybranego filmiku.


W dzisiejszym (a właściwie wczorajszym) Science Zap m.in.: dowiemy się kto jest Snoop Doggiem nauki, czym tak naprawdę zajmują się fizycy, zobaczymy co za potwór czai się w centrum Drogi Mlecznej, a także rozważamy rastafariańskość nazwiska Mendelejewa. Zapraszam.

poniedziałek, 4 lutego 2013

Szczury laboratoryjne

Doskonale pamiętam, jaki szum wśród internautów, wywołała informacja o... obcinaniu szczurom głów przez holenderskich naukowców z Radboud University. Cel eksperymentu prozaiczny: badanie aktywności mózgu po dekapitacji. Jak wyglądają tego typu doświadczenia w Polsce i co na to prawo?


Nazwijcie mnie zwyrodnialcem, ale nigdy nie odczuwałem żadnego żalu względem badaczy testujących swoje wynalazki na zwierzętach. Argumenty przeciwników - Niech eksperymentują na sobie! - traktuję równie naiwne co wegetarian apelujących o porzucenie mięsa na rzecz sałaty (albo kanibalizmu). Czy tego chcemy czy nie, jesteśmy ogniwem łańcucha pokarmowego i nie ma powodów, dla którego mielibyśmy rezygnować z wykorzystywania do swoich celów innych organizmów. Tak działa cała przyroda. Ale jeśli ktoś się z tą tezą nie zgadza i w pełni zrezygnuje z wynalazków zdobytych w ten... zwierzęcy sposób - w tym środków czystości i medykamentów - oczywiście zaskarbi sobie mój szacunek. Nadal będę uważał go za szaleńca, ale przynajmniej za szaleńca konsekwentnego.

Mimo tego co napisałem, rzecz jasna nie twierdzę, że obostrzenia nie są potrzebne. Wręcz przeciwnie, nikt nie powinien sprawiać zwierzętom szkody bezcelowo, bądź z powodów błahych. Na szczęście ustawodawstwa większości cywilizowanych państw, w tym Polski, przewidziały należyte unormowania.

Ustawa o doświadczeniach na zwierzętach z 2005 roku, stwierdza wyraźnie: 

Doświadczenia na zwierzętach są dopuszczalne tylko wtedy, gdy są konieczne do:
1) opracowania, wytwarzania, kontroli jakości, zapewnienia skuteczności i testowania
bezpieczeństwa produktów leczniczych, środków spożywczych
oraz innych substancji, preparatów i wyrobów (...).
2) ochrony zdrowia człowieka lub zwierząt przed chorobami,
3) ochrony środowiska w celu ochrony gatunków, zdrowia człowieka lub dobrostanu
zwierząt,
4) podstawowych badań naukowych,
5) dydaktyki w szkołach wyższych
– jeżeli celów tych nie można osiągnąć bez użycia zwierząt.

Ograniczeń jest znacznie więcej, dotyczących zarówno środków jak i samych zwierząt. Warto wiedzieć choćby o tym, że w Polsce zabronione jest testowanie kosmetyków i środków higienicznych; nie można angażować zwierząt bezdomnych; a zawsze gdy istnieje taka możliwość nakazane jest stosowanie odpowiedniego znieczulenia. Jeżeli zwierzę będzie odczuwało trwały strach lub ból (zostanie okaleczone?) należy je uśmiercić. Jednostkami, w pewnym sensie uprzywilejowanymi, są psy, koty (na szczęście) i naczelne. Podlegają one oznakowaniu, co ma pozwolić na ich dokładną identyfikację i kontrolę doświadczeń. 

Od razu ostrzegam, że ustawa mnie ani was nie dotyczy. Na eksperymenty mogą sobie pozwolić jedynie jednostki uprawnione, jak: szkoły wyższe, instytuty badawcze, placówki PAN lub wytwórnie produktów leczniczych. Aby dostać się na listę, trzeba spełnić rygorystyczne wymagania i uzyskać wpis ministra ds. nauki. Jednakże, nawet po wydaniu odpowiedniej decyzji, każdy eksperyment wymaga kolejnych zezwoleń oraz zgody komisji etycznej.

Pora na ściskający serce obrazek.

Jak to często bywa, praktyka nie zawsze idzie drogą wybrukowaną przepisami. Najczęstszym przewinieniem wydaje się powtórne przeprowadzanie bliźniaczych badań. Ustawa zezwala na eksperyment, pod warunkiem wcześniejszej próby zdobycia potrzebnych danych z międzynarodowych źródeł. Niestety, niektórym naukowcom łatwiej przychodzi "zużyć" dodatkowego szczura, niż porozumieć się z kolegami z zagranicy. Jednak poza tym, sytuacja nie wydaje się najgorsza, a bezprawne znęcanie się przez badaczy nad swoimi pupilami to raczej margines niż reguła.

Jeśli najdzie was ochota na zajrzenie do danych statystycznych, to nie ma większych przeszkód. Jednostki badawcze publikują odpowiednie wykazy, natomiast minister nauki zamieszcza corocznie raport z wykorzystania zwierząt doświadczalnych. Tutaj, przykładowo trafiłem na przyjazny wykaz zwierząt laboratoryjnych hodowanych w Polsce z roku 2010. Jak w nim widać, przodującymi placówkami naszego kraju, są: Instytut Biologii Doświadczalnej PAN oraz Centrum Onkologii w Warszawie. 

Jak zwykle, przy tego typu tekstach, nie mam na celu nikogo uspokajać. Zwyrodnienia się zdarzają i będą zdarzać, bez względu na rygor prawny. W każdym dniu jakiś szczur czy królik podlega testom, często niebezpiecznym. Kontrola tych działań nie zawsze jest możliwa, a przy tym nigdy nie da tyle, ile może przynieść troska i rozsądek samych naukowców.


Literatura:  
Mózg może żyć po dekapitacji, czyli po ścięciu głowy, PolskieRadio.pl;  
Aleksander Lipiński, Prawne podstawy ochrony środowiska,  Warszawa 2010.


piątek, 25 stycznia 2013

Czytelnicy, lecimy w kosmos!

Miałem publikować tekst zupełnie o czymś innym, ale niespodziewanie trafiłem na zdarzenie niecierpiące zwłoki. Jak wiecie lub nie, w niedalekiej przyszłości Polska wyśle w przestrzeń kosmiczną swoje pierwsze satelity: Lema i Heweliusza. Dla promocji tej chwili Centrum Badań Kosmicznych PAN przygotowało świetną inicjatywę "Zdjęcie w kosmos".


Zabawa polega na wysyłaniu zdjęć lub filmów, które zostaną umieszczone na karcie pamięci zabranej w podróż przez polskiego satelitę. Niby nic wielkiego, ale przyznacie, że możliwość wysłania własnej treści w kosmos jest zachęcająca.

Jesteśmy zachwyceni, że projekt budowy pierwszych polskich satelitów spotkał się z tak dużym zainteresowaniem. Czekamy na zakończenie akcji, aby móc zainstalować na Heweliuszu pamięć z plikami zdjęć wykonanych przez naszych fanów.
~ Tomasz Zawistowski, szef projektu

Nie posiadam kota, którego mógłbym sfilmować, ani nie chcę aby moje zdjęcia zajmowały pamięć Heweliusza. Zapraszam jednak do wspólnej inicjatywy: jeżeli jeszcze nie wysłaliście żadnego materiału (a możliwe, że już to zrobiliście, bo zgłoszono już ponad 1000 fotografii i video), to poślijmy w przestrzeń wspólną kartkę! =) Możecie złożyć podpis, zapisać życiowe motto, zacytować ulubioną piosenkę, kogoś pozdrowić, wykonać prosty rysunek - treść nieistotna, liczy się przecież wzięcie udziału w tym niecodziennym wydarzeniu. Śmiało zbierajcie też teksty od waszych chętnych znajomych i rodziny. Rzecz jasna, jeśli macie zdjęcie lub film, którym koniecznie się chcecie podzielić z wszechświatem, to piszcie również samodzielnie na skrzynkę programu. Wykażcie się inicjatywą!

Jeśli chodzi o kwestie techniczne: wystarczy, że zeskanujecie bądź sfotografujecie (byle z bliska i w dobrej rozdzielczości) swój tekst, napisany odręcznie na białej kartce. Przybór do pisania w zasadzie dowolny, przy czym mile widziany byłby czarny atrament. Następnie swoje prace wysyłajcie na maila lub wrzucajcie linki w komentarzach. Resztą się już zajmę sam.

Przez to, że o akcji dopiero co się dowiedziałem, nie mamy zbyt wiele czasu. Zgłoszenia są przyjmowane do 31 stycznia, więc proszę o wysyłanie swoich zapisków najpóźniej do wtorku 29 stycznia, tak żebym zdążył bezstresowo wszystko obrobić. Później przyjdzie czas na podsumowanie całej zabawy. 

Śpieszcie się, druga taka szansa się prędko nie nadarzy!

Źródło:




środa, 23 stycznia 2013

Jak aTezy obraziły się na kwejka

Dziś przypowieść o tym, dlaczego treści popularnonaukowe nie idą w parze z typowo rozrywkowymi witrynami; oraz o tym, dlaczego AstroPaski nie spełniły pokładanych w nich nadziei.


Nie ukrywałem swych niecnych zamiarów - ładne, proste i przyciągające oko AstroPaski, miały jedynie poszerzyć target bloga oraz skłonić do przemyśleń osoby na co dzień niezainteresowane nauką. Idea zacna, w praktyce okazała się klęską. Przynajmniej z mojego punktu widzenia.

Pierwszy "sukces" nadszedł szybko, bo już druga grafika (dot. strzałki czasu) trafiła na stronę główną jednego z największych polskich portali "obrazkowych". Liczba odwiedzin bloga (jeszcze starej odsłony na CDA) rzeczywiście pokaźnie skoczyła do góry, a pod samym paskiem pozostawiono dziesiątki opinii. Idąc za doświadczeniem własnym, jak i innych blogerów, doskonale wiedziałem, że na pewnego typu komentarze nie należy zwracać uwagi, a już na pewno nie wolno na nie odpisywać. Przykładowo: 
ja jebie ale bełkot
~ Jakub Jonaszko
mózg rozjebany
~ Agnieszka Iwańska
I like trains.
~ Dominik Piasecki
Aaa, tu jest moje LSD!
~ Łukasz Kulis
Mózg mi się wyłączył podczas czytania :<
~ Agata Jędrzejczyk
Ot takie, niewinne ściganie na głupotę, jakiego się zresztą spodziewałem. Niestety, pojawiły się też treści znacznie gorsze, obraźliwe, mające bezpośrednio ubliżyć autorowi. Najzłośliwsi, okazali się przedstawiciele pewnego gatunku hejtera, nazwanego przeze mnie roboczo hejterem dyplomowanym. Hejter pospolity nie wyróżnia się niczym szczególnym i łatwo wtapia w internetową codzienność. Przedmiotem jego działań mogą być wszelkie twory kultury - od popularnych memów, poprzez muzykę, aż po kinowe bądź growe hity - ma więc ułatwione zadanie, nie musząc posiadać żadnych specjalnych kwalifikacji. Przecież każdy, mądry czy głupi, może zrecenzować Hobbita czy Diablo III, jeśli tylko miał z tymi tytułami styczność.

Hejter dyplomowany to szkodnik rzucający się na materiał o skonkretyzowanej wartości merytorycznej. Podobnie jak przeciętny hejter, próbuje zachować oryginalność mieszając z błotem coś powszechnie lubianego; tak odmiana dyplomowana, pragnie dodatkowo popisać się swoimi "wyjątkowymi" zdolnościami (O! Widzę, że też rysujesz, niestety robisz to do dupy, daj sobie spokój), lub zainteresowaniami. W poniższym przypadku, osobnik próbował dodatkowo podkreślić swoją "nieprzeciętną" wiedzę, nazywając drugą stronę idiotą i rzucając na ślepo "mądrze brzmiącymi" hasłami. Mam silne przeczucie, graniczące niemal z pewnością, że elokwentny pan hejter nie spodziewał się, że ktokolwiek mu odpowie i będzie zmuszony uargumentować swoją druzgocącą krytykę.
Piotr Koszela: Większość brzmi sensownie, ale co za idiota pisał fragment o chaosie na końcu a nie początku? Gwiazdy nigdy nie zgasną, bo wciąż tworzą się nowe (tzw. dyski akrecyjne). Kiedy jedna gwiazda zgaśnie, jej miejsca zajmie inna, albo nawet dwie.
[Proszę zwrócić uwagę na typowe dla tego typu internauty, używanie specjalistycznych terminów, bez elementarnego obycia w danej dziedzinie. - AA]
Adam Adamczyk: Nazywasz kogoś idiotą, samemu nie mając podstawowej wiedzy na dany temat? Druga zasada termodynamiki coś Ci mówi? Jeżeli wszechświat nie zacznie się kiedyś zapadać lub nie dojdzie do wielkiego rozerwania, na pewno dojdzie do momentu, w którym skończy się era gwiazdowa. To nie jest żadna wydumana teoria, a teza wynikająca z elementarnych zasad fizyki. Entropia zawsze wzrasta.
PK: W tym wszechświecie być może, ale jeśli wierzysz, że nasz jest jedynym, to... to po prostu przerwijmy konwersację na tym etapie. Poza tym gwiazdy są uczepione galaktyk, które wywołują oddziaływania grawitacyjne gigantycznymi czarnymi dziurami znajdującymi się w ich środkach. Korzystając z tego pola, kosmiczne pyły, skały i nie wiadomo co jeszcze tworzą wspomniane przeze mnie dyski akrecyjne dając początek życia nowym układom. Krąg istnienia.
[Osobnik w obronie wykorzystuje całe zasoby swojej wiedzy, zalewając dyskutanta jak największą ilością niepowiązanych ze sobą koncepcji, które obiły mu się o uszy. - AA]
AA: Zauważyłeś, że się pogubiłeś, więc odwołujesz się do science-fiction (ble ble... Pytam co mają czarne dziury do entropii wszechświata i uświadamiam, iż multiświat nie jest potwierdzoną teorią).
PK: Wskaż gdzie odwołuję się do SF? Że teoria innych wszechświatów? To żadne SF tylko prawdziwe teorie (ble ble... Potem próbuje udowodnić, że czarne dziury rodzą gwiazdy i każe mi kupić okulary).
AA: (...) Przypomnij sobie, po co w ogóle zacząłeś tę konwersację. Otóż nazwałeś mnie idiotą, gdyż napisałem, że era gwiazdowa (zgodnie ze wzrostem entropii) się skończy. Przestań więc w końcu skakać, wymyślać, ciskać się i wytłumacz (ble ble... Proszę o to samo, a następnie znudzony biciem w mur wklejam fragment książki prof. Hellera).
PK: Potrafię przyznać się do błędu, skoro już o to pytasz. A w tym momencie poddaję się, bo przestaję powoli ogarniać.  
[Po raz pierwszy zauważa, że coś jest nie tak - AA] 
AA: Gdybyś zwyczajnie zapytał, to mógłbym od razu uzasadnić to co napisałem (ble ble...). Pamiętaj, że ktoś po drugiej stronie monitora może mieć pojęcie o tym o czym pisze.
KP: Skoro masz  pojęcie, to ja mam pytanie (ble ble...). I wybacz moją bojowość ale rodzinka wyciągnęła mnie na wakacje w których nie chciałem brać udziału i trochę podminowany jestem.  
[Hejter dyplomowany uświadamia sobie, że nie miał racji i jest w stanie normalnie dyskutować. To tak jak gdyby obserwować naczelnego, który użył po raz pierwszy narzędzi otoczakowych. Co znamiennie, choć internauta wyraźnie zmienił nastawienie, to jednak "zapomniał" o przeprosinach za wcześniejsze inwektywy. - AA] 
 

Tak to mniej więcej wyglądało (jeśli ktoś chce zmarnować kilkanaście minut z życia, to może sobie wygooglować całą rozmowę). Dyskusja trwała jeszcze kilka postów, a użytkownik wyraźnie spokorniał i zadał mi kilka merytorycznych pytań, na które z chęcią odpowiedziałem. Było mi jednak przykro, że zanim zostałem potraktowany poważnie, musiałem znieść serię całkowicie bezsensownych inwektyw. 

Dostałem nauczkę, za niestosowanie się do od dawna wypracowanych i powszechnie znanych reguł. Teraz wiem dlaczego najpopularniejsi blogerzy nie śledzą dotyczących ich opinii, często nie odpowiadają, a nawet  wyłączają możliwość komentowania. Nauczyłem się również, że nie każde miejsce w sieci nadaje się do popularyzowania nauki; a trafienie w niepożądany target przynosi ogrom szkód przy niemal zerowej korzyści. Podobny bezsens jak szerzenie teorii ewolucji na kreacjonistycznym forum. Przynajmniej administracja portalu była zadowolona, gdyż z chęcią opublikowała następny odcinek AstroPaska. Na szczęście zareagowałem szybko, pisząc maila z prośbą o wyrzucenie mojej pracy ze strony głównej.

Zdziwiła mnie puenta całego zdarzenia. Człowiek, na tyle pewny siebie aby wszcząć tą całą bufonadę stwierdził na koniec, że nie rozumie jak można się zajmować takimi rozważaniami i po co w ogóle tracić na nie czas. Widać, postanowił pójść zasadą: nie rozumiem, ale jakiś tam autor nie może wiedzieć więcej ode mnie, więc go zbesztam. Do dziś pozostaje dla mnie zagadką, co taka osoba ma w głowie. Wyobraźcie sobie podobną sytuację - napisaliście tekst, nakręciliście film, namalowaliście obraz - a następnie zjawia się gość wyzywający was od idiotów. Gość, który ostatecznie okazuje się kompletnym ignorantem w komentowanej przez siebie dziedzinie. Tłumaczylibyście? Wyjaśniali? Olali sprawę? Ach te internety.


niedziela, 20 stycznia 2013

YT: Science Zap #1

Internauci uwielbiają różnorakie, youtubowe kompilacje. Dlaczego więc nie zrobić luźnej składanki filmików o tematyce ciekawostkowo-naukowo-technicznej? Właśnie w odpowiedzi na tę dziurę postanowiłem poszperać w sieci i przygotować Science Zap.


Ponieważ muszę na razie wyhamować z aPytaniami, na serii Science Zap spoczywa zadanie podtrzymania ruchu na kanale YT. Ostatnie dwa odcinki, cieszyły się znacznie mniejszą oglądalnością niż te pierwsze, co oznacza, że powinienem dać, zarówno wam jak i sobie, parę tygodni odpoczynku.

Co do video - nie mam zaplanowanej liczby odcinków, ale nieco materiału zebrałem. Niemniej, jeśli znacie jakieś ciekawe lub humorystyczne filmiki, które waszym zdaniem powinny się znaleźć w tego typu zestawieniu, to śmiało polecajcie.

środa, 16 stycznia 2013

aTezowa ewolucja

Zawsze uważałem, że prostota i oszczędność formy dodają uroku stronom internetowym, a zwłaszcza blogom. Niestety czasy się zmieniają i nawet czarujący piórem poeta zatonąłby w internetowym morzu spamu, bez odpowiedniego opakowania.


Za poetę się wprawdzie nie uważam, ale również nie chciałbym aby moja praca została ominięta tylko dlatego, bo potencjalny czytelnik wyłączył aTezy, osądziwszy je po niezbyt atrakcyjnej okładce.

Nie żeby dotychczasowy layout mi przeszkadzał, wręcz odwrotnie, uważałem go za dość funkcjonalny i niegryzący oka (białym szablonom mówię nie!). Pokolenia, mniej lub bardziej znanych blogerów, pokazały jednak, że nie wypada zbyt długo opierać się na domyślnym szablonie i trzeba internautom zaoferować coś barwniejszego.

Właśnie z tego powodu dokonałem pewnej modernizacji. Grafikiem ani webmasterem nie jestem, specjalnie wyrafinowanym gustem również nie dysponuję, ale mam nadzieję, że obecna odsłona bloga prezentuje się choć odrobinę lepiej od poprzedniej. Pomniejsze poprawki będą dokonywane jeszcze w ciągu najbliższych dni, więc w razie czego możecie zgłaszać uwagi tudzież błędy, jeśli takie zauważycie.

Planuję również pewną ewolucję aTez pod względem treściowym. Nic wielkiego - przeanalizowawszy parę spraw doszedłem do wniosku, że blog jest jakby... za mało blogowy. Spotkałem się z opinią, że bloger popełniający zbyt rozwlekłe wpisy nie szanuje czasu czytelników, no i rzecz jasna, publikuje za rzadko. Lepiej napisać kilka krótkich notek, które przeczyta tysiąc osób, czy stworzyć molocha, przez którego przebrnie garstka? Tak naprawdę to pytanie do was.